Magazyn nurkowanie, podróże, biologia morska, ekologia, fotografia podwodna i sporty wodne

Kowary – kopalnia Podgórze

226

- Ad -

O kopalni w Kowarach usłyszałem jakieś dwa, może trzy lata temu – już nie pamiętam od kogo. Potem poznałem jednego z tamtejszych „napieraczy”, Michała Rachwalskiego, który mnie do niej zapraszał.

Dużo opowiadali mi też moi kursanci – że jest tam ciemno, ciasno, niebezpiecznie, że zapiera dech w piersiach, tunele są wąskie, a woda zimna. To coś dla mnie – pomyślałem.

 

tekst:
Igor Bartoszewicz

fot.:
Jacek Majek

Rezerwujemy termin, przygotowujemy się, aż nadchodzi dzień wyjazdu.
Jest październik, pada deszcz, pogoda pod psem.

Mamy do przejechania ponad 500 km. Wyruszamy w piątek, chwilę po godzinie 13.00.
Na miejsce docieramy po 21.00.

Ciemność, deszcz i chatka, w której panuje półmrok. Kilku górali rzuca powitalne spojrzenia spod byka, po czym… podają nam dobre zimne piwo lokalnej produkcji.

- Ad -

Praktyczny rekonesans

Idziemy zobaczyć kopalnię. Mijamy strumyk i wagoniki z napisem „Kopalnia Podgórze” – wszyscy robimy tam sobie fotkę. Wchodzimy do środka i idziemy, ciągle idziemy – do przejścia jest spory kawałek.

Co jakiś czas mijamy jakąś wystawę – sprzętu, szkła farbowanego uranem czy innych ciekawostek związanych z kopalnią. Wydrążony tunel ma różne kolory, a z sufitu cały czas cieknie woda.

Dochodzimy do końca – jest tu barierka, dziura z wodą i makieta bomby atomowej.

 

 

 

 

No fajnie. Wszystko oświetlone, ale widać niewyraźnie, bo oczy zdążyły już się przyzwyczaić do ciemności.
A ta dziura z wodą to nasze miejsce nurkowe.  
Osobliwe.
Wejście ma może 1,2 na maksymalnie 2 metry, z wody wystają drewniane elementy, z którymi nikt nie chce mieć zbyt bliskiego kontaktu w trakcie wskakiwania do zbiornika. 

Oglądamy to z pozycji przeciętnego zwiedzającego. Wygląda ciekawie.
Wracamy. Deszcz dalej siąpi. Trudno. Pijemy kawę na stacji, jemy śniadanie i jedziemy z powrotem do kopalni. W pierwszej kolejności pakujemy quada z przyczepką. To jest najlepszy środek transportu. Niestety jeździ on tylko wtedy, gdy nie ma turystów. Trzeba więc być rano, jeśli chce się wygodnie wracać ze sprzętem. W przeciwnym razie można go zabrać dopiero po zamknięciu.

 

 

Długość korytarza to ponad 700 metrów. Dojeżdżamy do wagoników, rozpakowujemy quada i przyczepkę. Quad wraca. W tym czasie przenosimy sprzęt do miejsca, gdzie będziemy nurkować.

Odprawa dla nurków odbywa się w pomieszczeniu za „bombą”. Tam turyści nie docierają. Gdy wychodzi się zza „bomby”, jest tam kawałek suchej skały, następnie trochę płytkiej wody, wejście do szybu i barierka. Sklarowaliśmy, co trzeba było.
Przyszedł Filip – nasz przewodnik, jeden z głównych eksploratorów.

 

Odprawa

Dowiadujemy się, jak będziemy wchodzić, zanurzać się, płynąć, w którą stronę, kto gdzie prowadzi, co gdzie jest, poznajemy czasy, gazy, znaki, w tym znak do domu.Pierwsze nurkowanie ma trwać 50 minut.

Pierwszy poziom znajduje się na głębokości 30 metrów, licząc od powierzchni wody. Następne to 70, 110 i 150 metrów.

Ubieramy się. Przenosimy stage, sprawdzamy odkurzacze. Ja wchodzę ostatni, ponieważ jestem tu po raz pierwszy, ale mam płynąć z przodu – chyba z tego samego powodu. Kamera jest przygotowana, oświetlenie też.

 

 

Wejście do wody

Szyb składa się z trzech części. Główne wejście jest z prawej strony, tędy wchodzimy.
Pierwszy idzie Filip, który przechodzi do części środkowej szybu (trzecia jest nieużywana). Drugi wchodzi Sebastian, ja ostatni.

Do dziury trzeba wskoczyć, lekko opierając się o ścianę.
Jest dość ciasno, ale nie tak jak podczas nurkowania podlodowego, w przeręblu, którego nie chciało się wycinać.Chłopaki zanurzają się równolegle w dwóch częściach, a ja za nimi.
Spadamy szybem.
Wszystko jest obite drewnem jak u teścia w przedpokoju, tylko nie do wysokości lamperii, ale po całości.
 

Najszybciej można się zanurzać, będąc lekko zgiętym w pół, na więcej nie ma miejsca.
Powoli spadamy coraz niżej. Temperatura wody wynosi 12°C, czyli jest całkiem przyjemnie. Lecimy w dół prawie jak na basenie Nemo 33 w Brukseli. No, może trochę mniej tu iluminacji, plus ta boazeria.

 

 

 

Patrzę na głębokościomierz: powinienem zbliżać się do wejścia.

W końcu jest, a na samym środku metalowy pręt w poprzek dziury – taka balustradka, na wypadek, gdyby ktoś się rozpędził w spadaniu.

Świecę przed siebie i… widok jest powalający, po prostu bajka! Wielka dziura, a w niej porozrzucane belki, stemple – wszystko w ogromnym nieładzie, jakby wybuchła tam bomba. Robi wrażenie, aż się chce płynąć głębiej. Gdy widzisz to pomieszczenie, masz wrażenie, że jeszcze tam nikogo przed tobą nie było i właśnie oglądasz coś, czego ludzie nie widzieli przez setki lat.

 

 

Tutaj 5 punktów za pomysł dla odkrywców – „napieraczy”, a przede wszystkim dla oczyszczaczy i eksploratorów tego miejsca

 

Później zaczyna się robić trochę czyściej – mniej stempli, więcej skał i otwarte drzwi, choć nie na całą szerokość. Spokojnie jednak można przepłynąć. Atmosferę odkrywania nowego miejsca trochę psuje poręczówka. Mimo że tak to wygląda, nie jesteśmy tu pierwsi.

 

 

Płyniemy dalej

Najpierw w prawo, do kolejnego pomieszczenia z dwoma szybami. Dochodzą one do głębokości 250 metrów. Szyb, którym się opuszczaliśmy, ma nawet do 180 metrów głębokości i warto się tam zanurzyć, bo leży tam trochę fantów (jak to mówią oszczędni – zwróci się).

Opływamy całą salę i płyniemy w głąb po głównej poręczówce. Wcale nie jest tak ciasno. Przejrzystość wody utrzymuje się do około 10 metrów. Unosi się lekka biała mgiełka. Płyniemy po trasie głównej, mijamy jeden korytarz. Wrócimy jeszcze do niego.

W świetle latarek jest kolorowo. Nawet nie przypuszczałem, że w kopalni dzięki drewnianym stemplom może być tak ładnie i barwnie. Mimo wszystko trzeba płynąć w skupieniu, aby nie dotknąć dna, i uważać na sufit. Co prawda, w tej części rzadko kiedy coś spada na głowę, ale różnie to bywa.

Nie czuję, że jest tu hardcorowo (ciemno, ciasno) i wieje grozą, bo jeszcze nie byłem w czarnym tunelu, który jest najbardziej wymagający, najciekawszy i najdłuższy.

Poziom −30 można zwiedzić podczas jednego wyjazdu, czyli zrobić 3–4 nurkowania, po 2 dziennie. Zależy od tego, jak daleko ma się do domu albo jak późno chce się wrócić.

 

W sumie co ja będę pisał, jak tu jest?

Trzeba przyjechać i zanurkować. Jest fajnie, poręczówkę położono profesjonalnie. Kopalnia jest przygotowana dla nurków, ma wyposażoną salę odpraw. Niestety nie ma możliwości ładowania butli, co jest lekkim utrudnieniem. Z pewnością nie każdy może tu zanurkować, bo to jednak zaawansowana turystyka nurkowa. Warto zobaczyć to miejsce. A jak zasłużycie, to może ktoś was wpuści na poziom −70.

 

na zdjęciu: Michał Rachwalski, Piotr Zadrowski, Jacek Majek

 

Zespół kopalni

Po kopalni i poziomie −30 oprowadzał nas:

Filip Długosz, który powiedział też kilka ciekawostek na temat uranu, jego wydobyciu i użyciu. To skryty, spokojny i skromny człowiek o posturze, jak na jaskiniowca przystało, sportowca.

Daniel Kowalski (Kowi) to instruktor, eksplorator, niedzielny motocyklista.
Jako pierwszy nurkował w Kopalni Podgórze i jako pierwszy do poziomu −70. Poza tym jest odpowiedzialny za zebranie i koordynowanie całej grupy działającej w Kowarach. Aktualnie poświęca się zgłębianiu tajników technologii montażu pawlaczy korytarzowych.

Paweł Myśliński jest nurkiem technicznym ze stopniem Expedition Trimix oraz doświadczonym nurkiem jaskiniowym. Ostatnio spełnia się jako instruktor nurkowania do poziomu Advanced Nitrox. W czasie wolnym od nurkowania wyskakuje ze sprawnego samolotu, czego reszta ekipy nie do końca rozumie. Jest też członkiem grupy ratownictwa specjalistycznego, w której oprócz nurkowania zajmuje się także dostępem linowym.

Michał Rachwalski to instruktor i eksplorator, który wykonał najgłębsze nurkowanie w Polsce, właśnie w Kopalni Podgórze. Jest jednym z członków ekipy eksplorującej i doprowadzającej kolejne poziomy kopalni do użyteczności nurkowej.
Warto porównać na zdjęciach, jak to wyglądało przy przejęciu kopalni i jak jest teraz.
Należy się podziw i szacunek! Oby było więcej takich inicjatyw w naszym kraju.

Rys historyczny

Pierwsi w kopalni nurkowali Daniel Kowalski (Kowi), Paweł Myśliński i Arek Waligóra. Tych trzech gości zaczęło nurkować tu w 2012 roku.

Pierwsze nurkowanie odbyło się w sierpniu, wykonał je Daniel Kowalski (Kowi). Od tego czasu w czynie społecznym odgruzowują to miejsce. Zaczęli od szybu, po tym jak zawalił się korek i okazało się, że jest tam woda i że właśnie w tym miejscu będzie można nurkować. Włożono w to niewiarygodnie dużo pracy – odblokowano szyb po odnalezieniu poziomu − 30, rozebrano kilka tam górniczych.

Wyeksplorowano i oporęczowano prawie wszystkie korytarze poziomu 30 – dużo ponad 1000 metrów.

Zmierzono głębokość szybów. Wyeksplorowano poziom 70, gdzie rozłożono 910 metrów poręczówki.

W kwietniu 2013 roku wykonano nurkowanie na głębokość 119 metrów (Daniel Kowalski, Paweł Myśliński, Filip Długosz).

W poszukiwaniu następnych poziomów w grudniu 2013 roku wykonano nurkowanie na 132 metry (Michał Winek, Robert Mitraszewski, Przemek Głębocki, Ryszard Deneka, Mariusz Kozłowski, Daniel Kowalski, Mateusz Nawrot, Filip Długosz) i wyeksplorowano poziom 110. Było ono rekordowe – jezioro Hańcza utraciło wtedy status najgłębszego miejsca do nurkowania w Polsce.

W maju 2015 roku Michał Rachwalski (oraz Dariusz Skrobol i Filip Długosz) poprawił wynik poprzedniej ekipy i wykonał nurkowanie na 152 metry. Sądzę, że będzie zgłębiał temat.Rozbieranie tam górniczych elementów, wyciąganie ogromnych kamieni z szybu oraz wagonika wymagało wielkiego wkładu pracy i zaparcia.

 

 

kontakt:
tel. 538 715 100, tel. 780 161 191
Kowary ul. Podgórze 54 
www.kopalniapodgorze.pl 

 

zostaw komentarz

- Ad -