Magazyn nurkowanie, podróże, biologia morska, ekologia, fotografia podwodna i sporty wodne

- Ad -

Pусалка – wrak carskiego okrętu

814

- Ad -

Pod koniec XIX wieku marynarka rosyjska stanęła przed pilną potrzebą modernizacji swojej floty. Wtedy też zamówiono 8 nowoczesnych okrętów typu „Monitor”  do obrony wybrzeża.

Zbudowanie pierwszych dwóch powierzono w 1864 roku firmie z Petersburga.

Ostatecznie 15 maja 1867 roku przyjęto na stan dwa bliźniacze monitory o nazwach Rusałka i Czarodziejka.

 

 

 

 

tekst i fot.: 
Radosław Bizoń

 

 

Okręty miały 62,3 metra długości i 12,8 metra szerokości.
Były uzbrojone w cztery działa kalibru 229 milimetrów (9″), zamontowane w dwóch niskich, obrotowych wieżach.

- Ad -

Pokład okrętów wystawał tylko 60 centymetrów ponad lustro wody, natomiast lufy dział znajdowały się 60 centymetrów wyżej.

To sprawiało,  że dla nieprzyjacielskiej artylerii były one trudnym celem.

 
 Niestety konsekwencję takiej budowy stanowiła mała odporność na trudne warunki pogodowe. Koncepcja przewidywała, że okręty te będą operować w niewielkiej odległości od brzegu, dlatego też nie miały być narażane na szczególnie intensywne sztormy.

 

Tallin, wczesny ranek 7 września 1893 roku

Dwa rosyjskie okręty: Rusałka i Tucha (tłum.Chmura) właśnie zakończyły odbywające się co roku próbne strzelania i mają rozkaz przejść z Tallina do Helsinek.

W tym czasie oba porty znajdują się na terytorium Rosji.

Tego ranka jednak wszystko przebiega nie tak, jak powinno. Wypłynięcie zaplanowane na 7.30 opóźnia się.

 

Tucha nie jest przygotowana, dowódca się spóźnia.

 
Ze względu na bezpieczeństwo w trakcie niesprzyjającej pogody oba okręty mają płynąć razem, utrzymując się wzajemnie w zasięgu wzroku. Wreszcie o 8.30 wszystko jest gotowe do wypłynięcia.

 

Pierwsza podnosi kotwicę Tucha. Rusałka wypływa nieco później, ponieważ jest szybsza i plan zakłada, że szybko dogoni pierwszy okręt. W tym czasie jednak siła wiatru wzrasta i pogoda zdecydowanie się pogarsza.

Fale przelewają się przez niski pokład, cała załoga chroni się we wnętrzu okrętu. Zamknięte są wszystkie luki. Brak jakiejkolwiek wentylacji, a stłoczona w ciasnych pomieszczeniach załoga nie ma praktycznie wpływu na rozwój wypadków.

 

Kapitan musi zmniejszyć prędkość, co powoduje, że Rusałka zostaje w tyle.

 

Około godziny 12.00 zaczyna padać mżawka, a widoczność spada do zera. Okręty tracą ze sobą kontakt. Kapitan Tuchy może poczekać lub zawrócić, jednak utrzymuje szybkość i walcząc z 9-stopniowym sztormem, około 15.00 dociera do Helsinek. Nie zawiadamia nikogo o rozdzieleniu się obu okrętów.

 

Co w tym czasie dzieje się na Rusałce?

Prawdopodobnie nawet zamknięte luki okrętu nie zapewniają niskiemu pancernikowi szczelności. Niskie burty okrętu nie stanowią żadnego zabezpieczenia przed wysokimi falami, które przelewając się przez pokład, zdzierają z niego wszystko, co tylko jest słabiej przymocowane.

Woda wlewa się poprzez szczeliny przy wieżach artyleryjskich i nieszczelne pokładowe włazy. Pompy nie nadążają z jej usuwaniem.

 

Los okrętu i 177-osobowej załogi jest przesądzony.

Prawdopodobnie niektórzy próbują się ratować. Czy to oni odczepiają szalupy ratunkowe, czy to rozszalałe morze wyrywa je z uchwytów – nie wiemy.

Dwa dni później, 9 września, na jednej z wysp otaczających Helsinki zostanie odnaleziona szalupa z ciałem marynarza. To jedyne ciało, jakie odnaleziono. Dopiero wtedy też zostają wszczęte poszukiwania trwające 37 dni. Ich jedynym rezultatem jest odnalezienie pustych szalup.

 

Przez 110 lat Rusałka ukrywała się w ciemnych wodach Zatoki Fińskiej. Dopiero w 2003 roku, na sonarze bocznym jednego z przeszukujących dno statków, ukazał się pionowy kształt starego okrętu, zidentyfikowanego później jako Rusałka.

 

 


Rusałka
(tłum. Syrena) okręt klasy „Monitor”
Były to ciężkie przybrzeżne okręty artyleryjskie przeznaczone do ostrzeliwania celów na brzegu.

 

 

 

Klasa tych okrętów wzięła swoją nazwę od zamówionego w 1861 roku przez walczącą w wojnie secesyjnej Unię ciężkiego okrętu artyleryjskiego.

Monitor, zaprojektowany przez szwedzkiego konstruktora Johna Ericssona, wprowadzał zupełnie nową koncepcję budowy okrętów, charakteryzował się silnym jak na tamte czasy opancerzeniem i bardzo niskimi burtami, co miało utrudniać trafienie.

Niestety to właśnie założenie przyczyniło się do zagłady zarówno Monitora, jak i Rusałki, ponieważ okręty te miały bardzo słabą dzielność morską i często w trakcie sztormów po prostu tonęły.

 

O Rusałce usłyszałem w trakcie naszej wyprawy do Zatoki Fińskiej na wrak okrętu Schleswig-Holstein. 

Był 2008 rok. Zatoka nas zafascynowała, a informacja, że niedaleko leży, a właściwie stoi wrak carskiego „Monitora”, zelektryzowała nas, wyznaczyła następny cel i motywację do powrotu na te ciekawe wody. Okazja nadarzyła się dopiero kilka lat później.

 
Stowarzyszenie Globe Diving Club i poznańska grupa Explodive postanowiły wspólnie przygotować nurkowania na tym niecodziennym wraku.

Odbyły się one z pokładu polskiej jednostki m/y Nitrox, na co dzień zajmującej się obsługą nurków chcących zobaczyć bałtyckie wraki.

 

Na zdjęciu członkowie wyprawy od lewej: Dariusz Pawełczyk, Łukasz Bąkowski, Stanisław Walkowiak, Robert Nawrocki, Marek Klyta, Mariusz Wątroba, Roman Młodożeniec, Dariusz Szulc, Radosław Bizoń

 

 

Wyprawa na Rusałkę

Jest 6 czerwca 2013 roku, wczesny ranek. 120 lat po fatalnym rejsie Rusałki wypływamy z Tallina, dokładnie tą samą trasą, którą ruszyły dwa rosyjskie okręty.

 
Tym razem jednak pogoda jest idealna. Na niebie tylko delikatne chmurki, a wody Zatoki Fińskiej są prawie bez zmarszczki. Rejs przed nurkowaniem nigdy się nie dłuży. Zazwyczaj czas mija na ostatnich przygotowaniach do nurkowania. Trzeba sprawdzić sprzęt, przygotować linę opustową.

 
Sporo pracy jest także przy sprzęcie fotograficznym i filmowym. W tej materii mamy jednak pecha, okazuje się, że jedna z podstawowych kamer nie uruchamia się w obudowie podwodnej.

 

Sprawdzenie wszystkich styków prowadzi nas do przykrego wniosku, że uszkodzeniu uległa elektronika obudowy i nie będziemy w stanie naprawić tego na pokładzie. Musimy wziąć pod wodę sprzęt zapasowy.

 

 

 

Docieramy na miejsce wczesnym przedpołudniem.

Teoretycznie pozycja GPS Rusałki, którą posiadamy, jest dokładna, ale ponieważ nigdy tu nie byliśmy, nie mam pewności, że tak jest. Na szczęście praktycznie przy pierwszym podejściu na sonarze ukazuje nam się zupełnie nietypowy widok.

 

Z dna wyrasta potężna wieża, przechylona niczym ta w Pizie, górująca 33 metry nad dnem, z tą drobną różnicą, że ta wieża znajduje się 70 metrów pod wodą!

 

Plan przewiduje w pierwszej kolejności wrzucenie do wody holowanego sonaru i pozyskanie kilku szczegółowych obrazów sonarowych. Dzięki uprzejmości Akademii Marynarki Wojennej płynie z nami kmdr por. dr inż. Dariusz Szulc, który przywiózł ze sobą wysokiej jakości sonar. Niestety na wyposażeniu m/y Nitrox nie posiadamy takiej klasy sprzętu. Kilka przepłynięć wystarcza, aby przekonać się, jak niezwykły wrak tkwi wbity w dno pod nami.

 

Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, przecież ten okręt wbił się połową swojej długości w dno!

 

 

 

 

Na świecie jest zaledwie kilka wraków wbitych pionowo w dno. Najbardziej znany to HMS Viktoria w pobliżu Libanu, ale o tym, że na Bałtyku jest taki obiekt, wie bardzo niewiele osób.

 

Niestety, miejsce zatonięcia Rusałki znajduje się w pobliżu skrzyżowania ruchliwych szlaków wodnych. Płyną tędy olbrzymie kontenerowce z Petersburga na Bałtyk oraz promy kursujące pomiędzy Tallinem a Helsinkami. To bardzo utrudnia bezpieczne przeprowadzanie nurkowań.

 
Pierwsze nurkowanie to swego rodzaju rozpoznanie. Trzeba znaleźć wrak pod wodą i przyczepić do niego linę z bojką, tak aby móc bezpiecznie schodzić do wraku. Nurkując poniżej 40 metrów, mamy bardzo mało czasu, więc szybkie znalezienie wraku to kluczowa sprawa – jeśli się nie uda, trzeba się po chwili wynurzyć.

 
Nasz kapitan powoli napływa nad wrak i stara się rzucić jak najbliżej wraku obciążnik, do którego przywiązana jest lina z bojką. Zadanie bardzo trudne, bo głębokość jest spora, a w tym przypadku wrak stanowi niewielki cel.

 

Po zakończeniu tej operacji możemy zejść, aby szukać wraku. Na szczęście nie ma silnego prądu, który w Zatoce Fińskiej nie jest rzadkością.

 

Podwodny rekonesans

Zawsze kiedy schodzę w dół wzdłuż niknącej w ciemnościach liny, staram się dostrzec, co jest pode mną.

Z każdym metrem robi się ciemniej i co chwilę wydaje mi się, że już coś widzę, że jest! Nie, to tylko przywidzenie, szybki rzut oka na głębokościomierz: 25 metrów, za płytko. Wrak zaczyna się znacznie niżej.

 

Zanurzamy się dalej
Jest już zupełnie ciemno, głębokość 47 metrów, do dna mam jeszcze 30 metrów ciemności. Dzieje się to, czego obawiałem się najbardziej: nie trafiliśmy na wrak. Zatrzymuję się i świecąc dookoła, próbuję coś dostrzec w ciemnościach, ale wszystko, co wydaje się kadłubem wielkiego okrętu, jest tylko przywidzeniem.

Czas mija, chwytam linę i płynę pod lekki prąd – jeśli nas zniosło, to właśnie stamtąd.

 

Po chwili już wiem, że tym razem to nie przywidzenie.

 

 

Pierwsze nurkowanie zakończone, w nomenklaturze wysokogórskiej powiedzielibyśmy, że założyliśmy obóz i teraz możemy przygotować się do ataku szczytowego.

 

Noc spędzamy w Helsinkach.

Piękne miejsce na nocleg. Witają nas setki małych wysepek, z domkami i przystaniami. Nie jest łatwo znaleźć miejsce dla Nitroxa, ale wreszcie się udaje. Nasza łódka zawsze budzi duże zaciekawienie. Drewniany, odrestaurowany kuter z polskimi nurkami jest w tych okolicach raczej rzadkością. Spotykamy się z życzliwością i zainteresowaniem dotyczącym także nietypowego celu naszej podróży.
Noce w czerwcu na tej szerokości geograficznej są bardzo krótkie i jasne, można powiedzieć, że praktycznie jest tylko krótki okres po zachodzie słońca i za chwilę już rozpoczyna się nowy dzień. Wieczór mija nam na planowaniu nurkowania i przygotowywaniu mieszanek oddechowych. Ze względu na planowaną głębokość do oddychania będziemy używać mieszanki tlenu, azotu i helu.


Krótki sen i nad ranem wypływamy ponownie na pozycje.

Tym razem chcemy zejść niżej i spróbować spenetrować okolice, w których kiedyś zamontowana była potężna wieża obrotowa.
Pogoda nam nadal dopisuje i szybko ustawiamy się ponownie na pozycji. 

 

 

Ubieramy sprzęt i wskakujemy do wody.

Zanurzamy się do rufy, gdzie wczoraj przywiązaliśmy naszą linę, mijamy śruby, powoli schodzimy głębiej.

Piękny drewniany pokład wisi nam nad głowami.
Co charakterystyczne dla Bałtyku, drewniane elementy wraku wyglądają na zupełnie nietknięte.

 

 

Piękne drewniane półkluzy i deski pokładu są w świetnym stanie. Tak jak gdyby okręt zatonął kilka lat temu.
Wygląd starych wraków zawsze mnie fascynuje.

 

 

Czas dla nich zatrzymał się w miejscu. W pokładzie widać małe okrągłe bulaje.

 
Ponieważ Rusałka miała tak niską burtę i ze względu na opancerzenie bulaje zostały zamontowane nie w burtach, a w drewnianym pokładzie okrętu. Są świetnie zachowane, wszystkie szyby całe. Przechodzi mi przez myśl, że to właśnie przez nie załoga Rusałki widziała światło dnia po raz ostatni. Opadamy jeszcze niżej, woda niestety staje się coraz bardziej mętna.

 

 

 

Z każdą chwilą spodziewam się prądu, który może występować bliżej dna. Świadomość, że za naszymi plecami rozciągają się zasłony z sieci, powoduje, że stajemy się bardzo ostrożni i zatrzymujemy się przy dość małej przejrzystości w okolicach 60 metrów. 

 

 

Na tej głębokości znajduje się olbrzymi otwór w pokładzie, w którym kiedyś tkwiła obrotowa wieża z dwoma działami kalibru 230 milimetrów.

 

W otworze widać pozostałości mechanizmu obrotowego. Niestety same wieże, jak i nadbudówki tkwią zapewne głęboko w mulistym dnie pod nami. W tym samym mule tkwi druga połowa tego niezwykłego okrętu, wraz ze swoją załogą.

 

Czas się wynurzać

Spoglądam w górę, gdzie kilkanaście metrów nade mną kolega oświetla pokład potężnymi lampami. Patrząc z dołu, po raz pierwszy widzę w całości olbrzymi wrzecionowaty kształt okrętu na tle, docierającej z powierzchni, zielonej poświaty.

 

 

Właśnie dla takich chwil nurkuję. Widok zapiera dech.


Jest jeszcze wiele ciekawych wraków, które warto zobaczyć. Wraków, które są świadectwem tragicznych wydarzeń, często sprzed wielu lat, lecz Rusałka ma jeszcze coś – jest wrakiem magicznym, pozostawiającym niezatarty ślad w pamięci każdego, kto ją widział.

 

 

 

 

 

 

zostaw komentarz

- Ad -