Setki metrów pod powierzchnią oceanu znajdują się strefy minimalnego stężenia tlenu — warstwy wody, w których tlen jest zaskakująco rzadki. Naturalnie rozciągają się zwykle od około 100 do 1500 metrów głębokości, zawieszone pomiędzy lepiej natlenionymi strefami: powierzchnią, gdzie woda miesza się z powietrzem, a zimną głębiną oceaniczną, zdolną magazynować duże ilości tlenu.
Silne rozwarstwienie wód ogranicza mieszanie między warstwami, dzięki czemu strefy niskiego tlenu potrafią utrzymywać się przez setki tysięcy lat.

Życie w cieniu tlenu
Nie wszystkie organizmy mogą sobie pozwolić na pobyt w takich warunkach. Gatunki o wysokim zapotrzebowaniu na tlen, jak tuńczyki czy mieczniki, unikają tych obszarów lub przebywają w nich tylko chwilowo. Inne stworzenia wykształciły sprytne adaptacje — większe skrzela, wydajniejszy układ krążenia, białka skutecznie wiążące tlen. Niektórzy postawili na oszczędność energii. Galaretowata meduza z grupy Hydromedusae, obserwowana przez misję NOAA Ocean Exploration w centralnym Pacyfiku, prowadzi powolny tryb życia, który wymaga minimalnych ilości tlenu, udowadniając, że w głębinach można przetrwać, nawet gdy tlen staje się luksusem.
Ocean pod presją zmian klimatu
W miejscach, gdzie strefy niskiego tlenu stykają się z dnem, powstają rozległe maty mikrobiologiczne — skupiska mikroorganizmów zdolnych do życia w ekstremalnych warunkach. Związki chemiczne wytwarzane w takich środowiskach przyciągają uwagę naukowców ze względu na potencjalne zastosowania biofarmaceutyczne. Jednocześnie zmiany klimatyczne wpływają na rozmiar i położenie tych stref. Ocieplające się wody powierzchniowe gorzej wiążą tlen, a rosnąca stratyfikacja oceanu spowalnia pionową cyrkulację. W rezultacie górna granica stref minimalnego stężenia tlenu przesuwa się płycej, zbliżając się do siedlisk wrażliwych organizmów i podkreślając, jak delikatne jest życie w oceanie.
źródło: NOAA




