Największe dotąd badania wpływu górnictwa głębinowego pokazują, że testy wydobywcze mogą redukować liczebność zwierząt dennych nawet o ponad jedną trzecią. Odkrycie jest szczególnie istotne, bo dotyczy obszaru, w którym znajdują się jedne z najbogatszych złóż minerałów niezbędnych dla technologii odnawialnych. To właśnie tam naukowcy sprawdzili, jak maszyny przemysłowe zmieniają warunki życia organizmów ukrytych w osadach dna morskiego.
Testy górnictwa głębinowego a spadek liczebności zwierząt dennych
Zespół ekspertów z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, Narodowego Centrum Oceanografii oraz Uniwersytetu w Göteborgu przeprowadził badania na zlecenie firmy The Metals Company. Podkreślono jednak, że analiza była w pełni niezależna, a przedsiębiorstwo mogło jedynie zapoznać się z wynikami przed publikacją, bez prawa do wprowadzania zmian.
Naukowcy porównali dane z okresu dwóch lat przed testami i dwóch miesięcy po nich. W tym czasie maszyny przejechały 80 km po dnie morskim, usuwając warstwę osadów o grubości około 5 cm. To właśnie tam żyje większość najmniejszych organizmów, od robaków po ślimaki i małże.
Efekt był jednoznaczny: liczba zwierząt spadła o 37%, a różnorodność gatunkowa o 32%. Jak wyjaśniła główna autorka badań, Eva Stewart, mechanizm jest prosty – usunięcie osadów oznacza fizyczne zniszczenie miejsca, w którym żyją drobne organizmy.

Zaskakujące różnice między obszarami testowymi a strefami osadu wtórnego
Choć bezpośrednie tory przejazdu maszyn były dramatycznie przetrzebione, okolice, na które opadały chmury wzburzonego osadu, nie wykazały spadku liczebności zwierząt. Zmieniła się jedynie proporcja dominujących gatunków. Dr Adrian Glover zauważył, że wpływ jest mniejszy, niż oczekiwano, co potwierdziły obserwacje.
Eksperci ostrzegają przed skalą przemysłową
Nie wszyscy podzielają optymizm. Dr Patrick Schröder z Chatham House stwierdził, że obecna technologia jest zbyt destrukcyjna, by dopuścić do komercyjnej eksploatacji, podkreślając, że testy miały stosunkowo niewielką skalę, a już wykazały znaczące szkody. Według niego pełne wydobycie mogłoby prowadzić do dużo większych zniszczeń.
Strefa Clarion-Clipperton – centrum globalnych sporów
Badania prowadzone były w strefie Clarion-Clipperton o powierzchni 6 mln km², w której znajduje się ponad 21 mld ton konkrecji polimetalicznych. Zawierają one nikiel, miedź i kobalt – kluczowe dla paneli słonecznych, turbin wiatrowych i baterii do aut elektrycznych.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna przewiduje, że do 2040 r. zapotrzebowanie na te minerały może co najmniej się podwoić. A jednak naukowcy ostrzegają, że eksploatacja może zaszkodzić ekosystemom, których wciąż nie znamy.
Dlaczego przyszłość górnictwa głębinowego pozostaje niepewna?
Międzynarodowa Agencja Dna Morskiego (ISA) nie zezwoliła jeszcze na komercyjne wydobycie. Wydała jedynie 31 licencji na eksplorację, a 37 państw, w tym Wielka Brytania i Francja, popiera tymczasowy zakaz. Norwegia również wstrzymała swoje plany w Arktyce.
Jednocześnie rośnie presja polityczna – USA chcą przyspieszyć projekty, by zabezpieczyć dostawy surowców do przemysłu obronnego. Jeśli jednak obecne techniki wydobywcze zostaną uznane za zbyt inwazyjne, firmy będą musiały opracować mniej destrukcyjne metody pozyskiwania konkrecji.
Wyniki badań opublikowano w „Nature Ecology and Evolution”, a ich znaczenie wykracza daleko poza samą strefę testową – pozwalają lepiej ocenić, jak wygląda realne ryzyko środowiskowe, zanim świat podejmie decyzję o komercyjnej eksploatacji.
źródło: Muzeum Historii Naturalnej
Magazyn BlueLife
Spodobał Ci się artykuł? Wesprzyj naszą dalszą pracę.
Inwestuj w wolne media, które szanują Twoją prywatność.



