Najnowsze informacje - nurkowanie, podróże, fotografia podwodna i sporty wodne

Tajemnice Kopalni Złota

1 369

Na granicy polsko-czeskiej, u podnóża Gór Złotych, leży malownicza miejscowość – Złoty Stok. 

 

 

 

autor:
Radosław Bizoń

Mało jest u nas w kraju miejsc równie pięknych i tajemniczych. Lasy wokół miasta kryją setki sztolni, podziemnych korytarzy i ukrytych szybów.

 
To pozostałości po 700 latach górniczej eksploatacji w poszukiwaniu najcenniejszego kruszcu, choć przy okazji wydobywano tu także w dużych ilościach arsen. Takie miejsca budzą nie tylko ciekawość, lecz również… wyobraźnię.

[emaillocker id=”15180″]

 

Pierwsze wrażenia

Centralnym miejscem związanym z wydobyciem złota jest oczywiście kopalnia, położona w niewielkiej, ciasnej dolinie na zachód od centrum miasta.

Gdy przyjeżdżamy tu wieczorem, budzi ona niesamowite skojarzenia.

 
Otoczona stromymi porośniętymi stokami, spowita mgłą i oświetlona pomarańczowym światłem sodowych latarni przypomina scenografię jakiegoś filmu fantastycznego.

 

Artykuł w pełnej wersji dostępny również w Magazyn BlueLife 2017 03

 

 

 

Podróż do wnętrza

Kopalnia, jak można się spodziewać, ma swoje tajemnice, skrywa ponure duchy zamierzchłej historii.

Do dziś nie wiadomo, co chciano ukryć w zasypanych, nieznanych korytarzach. Są też miejsca, do których dostęp odcięła woda.

To jest nasz cel – zalany szyb o 24-metrowej głębokości, prowadzący do dwóch poziomów chodników.

Aby się do niego dostać, musimy przejechać podziemną kolejką przez poziomy i prosty korytarz, a potem przenieść cały sprzęt do następnego odcinka, gdzie leżą starsze, poniemieckie tory.

 

 

 

 

 

To po nich dzięki staremu wózkowi przewozimy wszystkie nasze skrzynie na miejsce nurkowania.

Zalany szyb przypomina magiczne jeziorko z jakiejś bajki. Wygląda doskonale, dopóki jeden z nas nie bezcześci jego krystalicznej wody.
Niestety, nawet najdelikatniejsza próba wkroczenia do tego podwodnego królestwa powoduje momentalny spadek przejrzystości.

 

 

 

Opuszczamy się więc szybem tam,  gdzie woda nie jest jeszcze zmącona, czyli na poziomy 12 i 24 metry.

 

 

Kopalnie to pozostałość po bezczelnym wkroczeniu człowieka w podziemne przestrzenie, dlatego ich eksploracja zawsze będzie wiązała się z dużym ryzykiem.

 

 

 

 

 

Po latach w wodzie drewniane obudowy rzadko spełniają swoją funkcję, a górotwór bezlitośnie chce odzyskać chwilowo utraconą własność.

W wielu miejscach widać małe zawały utrudniające przepłynięcie, a na nasze głowy przez cały czas sypie się deszcz drobnych kamieni (które nawet po miesiącu będę wyciągał z najdziwniejszych zakamarków sprzętu).  

 

Pewnie nastąpi taki dzień, kiedy obudowy przegrają nierówną walkę z napierającymi skałami i poszczególne chodniki zostaną odcięte na zawsze.

 
Wydaje się, że są na dole obszary, gdzie może się to stać w niedalekiej przyszłości, niemniej do tego czasu piękno tego miejsca będzie przyciągać.

 

 

 

 

 

 

Płynąc korytarzami, na każdym kroku widzimy pozostałości po pracujących tu niegdyś górnikach. Znajdujemy nawet czarną tablicę, która prawdopodobnie służyła do pisania kredą jakichś informacji.

 

Nie wiadomo tylko, dlaczego jest na niej napis wychwalający wypieki pobliskiej piekarni!

 

 

 

 

 

Dzień w kopalni szybko mija. Dwa nurkowania i przejrzystość wody niestety spada, uniemożliwiając fotografowanie.

Mozolny transport sprzętu na powierzchnię kończy naszą przygodę z zalanymi chodnikami. Złota nie znaleźliśmy, a jedyne, co wyciągamy z wody, to aparat z pełną kartą pamięci.

 

 

Na koniec nagroda, czyli placek po węgiersku w kopalnianej restauracji – jeden z najlepszych, jaki dane mi było zjeść. Polecam wszystkim, którzy będą w okolicy, by zajrzeli do tego magicznego miejsca i poczuli atmosferę okolicznych lasów oraz poszukiwaczy złota, a także skosztowali placka po węgiersku.

[miptheme_adssystem ad=”7009″ align=”none” hide_on_mobile=”no”][/miptheme_adssystem] [/emaillocker]
zostaw komentarz