Magazyn nurkowanie, podróże, biologia morska, ekologia, fotografia podwodna i sporty wodne

- Ad -

Tańcząc z Kongerami na statku Teti

261

- Ad -

Patrzę przez wizjer kamery, czując jakby moje oko było do niego przyklejone. W skupieniu staram się uchwycić idealny kadr. Świadomość, że nawet najmniejsze drgnięcie spowoduje, że będę musiał powtórzyć całe ujęcie nie ułatwia mi tego. Ostrożnie prowadzę kamerę, a nie jest to proste podczas nurkowania, tym bardziej, że moja kamera nie należy do najmniejszych.

 

Po włożeniu jej do obudowy, zamontowaniu obiektywu szerokokątnego, dwóch potężnych lamp i akumulatorów waży ona ponad trzydzieści kilo, co prawda tylko na powierzchni, bo w wodzie waga jej jest bliska zeru. Płynę powoli delikatnie poruszając płetwami.

Myśl, że każdy gwałtowny ruch przełoży się, na jakość ujęcia dodatkowo mnie mobilizuje. Przed sobą widzę pięknie podświetloną barierkę wraku TETI, siedzi na niej olbrzymia skorpena, w tle z błękitu wyłania się koło sterowe, a w oddali Artur wiszący w toni dopełnia całości. To po prostu idealny kadr.

Dla filmowca takie chwile są spełnieniem marzeń i chciałoby się, aby trwały one wiecznie.

Pod wodą trudno wyreżyserować zarówno pojedynczy kadr jak również całe ujęcie, bo nie zawsze wiem, co tam zastanę. Nagle czuję jak coś ociera się o mój policzek, w pierwszej chwili przyszło mi na myśl, że to tylko złudzenie.

 

 

Nawet nie próbuję oderwać oka od wizjera, aby nie zepsuć kadru. Znów czuję jakby muśnięcie, ale tym razem wyraźniej. Przez głowę przelatuje mi sto myśli, mniej lub bardziej prawdopodobnych rozwiązań tej zagadki. Bardzo powoli odsuwam głowę, kątem oka próbuje zobaczyć, co przeszkadza mi w kręceniu filmu.

 

 

 

 

W pierwszej chwili niczego nie dostrzegłem, więc już chcę wrócić do kręcenia, ale widzę, że Artur zaczyna płynąć w moim kierunku energicznie ruszając płetwami. Celuje we mnie swój aparat i oślepia mnie lampami robiąc zdjęcie.  

 

Czyli jednak coś tam jest

 

Z ujęcia nici, więc z zaciekawieniem zaczynam się rozglądać. Trzydzieści centymetrów od mojej twarzy widzę jakby uśmiechający się pysk dużego kongera. Kongery są to duże, podobne do węgorzy drapieżniki, osiągające rozmiary do trzech metrów długości.

 


W sezonie przewodnicy z lokalnych baz wywabiają je z wnętrza wraku kawałkami ryb, które specjalnie dla nich zabierają na nurkowanie.
Widziałem je już niejednokrotnie podczas moich poprzednich nurkowań na tym wraku, ale prawie zawsze schowane były głęboko a na mój widok chowały się jeszcze głębiej.

Nie czuję rozczarowania, że przerwałem filmowanie, bo myśl o przytulającym się do mojego policzka kongerze wynagradza mi to.

TETI uważany jest przez fotografów za jeden z najładniejszych wraków w Chorwacji.

 

 

Wrak statku TETI zatonął w 1930 roku wiec od ponad osiemdziesięciu lat jest domem dla morskich zwierząt

 

Kongery, które w sezonie chowają się przed nadmiarem ciekawskich turystów, teraz na koniec listopada tęsknią już za obecnością człowieka, a raczej za darmowymi obiadkami, na które liczą. Mój nowy przyjaciel z każdą minutą pozwala sobie na coraz więcej, kilka razy dosłownie odbija się od obiektywu mojej kamery, pokazując fajne sztuczki.

 

 

Gdy odpłyniesz kawałek od wraku będąc w najgłębszym miejscu na dnie Twoim oczom ukaże się wspaniały widok. Zobaczysz rufę statku, metalowe barierki, które porastają kolorowe gąbki, zobaczysz również częściowo zakopaną w piasku śrubę.

Pochylony pod kątem około trzydziestu stopni pokład statku wyłania się z niesamowitego błękitu wody, który w oddali przechodzi w granat. Widoku dopełnia koło sterowe, jest to główna atrakcja statku TETI. To ulubione miejsce do robienia sobie pamiątkowych zdjęć przez wszystkich nurkujących na tym wraku.

 

 

Po wielu latach służby na morzu Teti najprawdopodobniej przez błąd w nawigacji uderzył w skały Mali Barjak w pobliżu miejscowości Komiza. Wszyscy marynarze zostali uratowani, akcją kierował kapitan portu w Komiza. Statek nie zatonął od razu najpierw tkwił on wbity w skały, potem wiosenne sztormy na zawsze zabrały go w głębiny dając nam tym samym niesamowite miejsce do nurkowania.

Wiele lat temu, kiedy po raz pierwszy nurkowałem tutaj to właśnie ten widok tak mnie zachwycił, że pod koniec nurkowania odłączyłem się od grupy i powróciłem w to miejsce, aby zrobić zdjęcie wraku bez nurkujących na nim ludzi.

Dziś, gdy po latach oglądam te zdjęcia nadal darzę je wielkim sentymentem, bo to właśnie jedno z nich kazałem wymalować na ścianie mojego pierwszego centrum nurkowego. Obraz był duży – siedem metrów na cztery metry i wyglądał imponująco.

 

 

 

 

Wrak statku jest przechylony na lewą burtę, płynąc nad jego pokładem mam wrażenie, że zaraz się z niego zsunę, po prawej stronie widzę uchwyty do opuszczenia szalup. Wynurzając się wzdłuż pokładu zaglądam w zakamarki ładowni, widzę tam węgiel, który służył, jako paliwo statku. Duże wrażenie robi na mnie kocioł parowy a przede wszystkim jego rozmiar.
W jego okolicy jest mnóstwo poskręcanych blach, morze bezlitośnie zmienia w złomowisko to, co kiedyś było częścią statku, podkreślając swoją potęgę. Płytsze partie wraku są dość mocno zakopane w piasku. Ale na koniec nurkowania na przystanek bezpieczeństwa widok ten jest dla nas interesujący.

Jeśli będziesz nurkował na tym wraku, a jest to idealne miejsce na ciekawe nurkowanie rekreacyjne, obowiązkowo zobacz miejsce, które tak mnie zachwyca.

 

Wystarczy, że popłyniesz na najgłębszą część wraku na rufę i odpłyniesz kilka metrów od niego, wtedy twoim oczom ukaże się ten magiczny widok. Dalej proponuję zwiedzanie wraku powoli wynurzając się ku dziobowi. Jeśli dopisze ci szczęście znienacka pojawią się uśmiechnięte pyski kongerów, które będą z Tobą podczas całego nurkowania.

Bywają one bardzo towarzyskie, udało mi się sfotografować jednego z nich jak ćwiczył zawiśnięcie w toni, a później płynął przez długą chwilę pod Arturem. Natomiast Artur przyłapał innego kongera, jak przeprowadzał inspekcję mojego sprzętu.

 

Gdy filmowałem dużą Brosmę on z wielkim zainteresowaniem penetrował kieszeń mojego jacketu, co Artur uwiecznił na zdjęciu. Jeśli tajemniczy mieszkańcy wraku nie będą miały nastroju wypłynąć do zabawy, możesz poszukać ich w jego zakamarkach. Na lewej burcie znajdziesz rury, które stanowią jedną z ulubionych kryjówek kongerów.

 

 

Będąc w Chorwacji TETI powinien zobaczyć każdy, kto lubi nurkować na wrakach, bo jest on bez wątpienia jednym z najpiękniejszych miejsc nurkowych. Dla fotografów i filmowców to pozycja bezwarunkowo obowiązkowa.

Spotkanie z kongerami na długo pozostanie w mojej pamięci, towarzystwa dotrzymywały mi cztery z nich, ciekawe ile ich tam rzeczywiście zamieszkuje. Sprawdź to sam i przekonaj się jak na Ciebie podziała magia tego miejsca.

Magazyn BlueLife 2012 07
tekst i fot: Dominik Dopierała

zostaw komentarz

- Ad -