Najnowsze informacje - nurkowanie, podróże, fotografia podwodna i sporty wodne

Fortunal – podróż po wraku

1 867

Mocniej zaciskam dłoń na linie.
Jedynie ten mocny uchwyt daje mi kontakt z naszym RIBem, bo moje ciało jest w powietrzu, sekundę później ląduję na miękkiej burcie pontonu, ale wiem, że nie potrwa to zbyt długo.
My nie płyniemy, tylko fruniemy na to nurkowanie.

 

Przez krótką chwile Zodiak dotyka wierzchołków fal, tylko po to, by odbić się w powietrze i wykonać kolejny 15-metrowy skok pomiędzy falami. Lekko przymrużone oczy Chorwata, który pewnymi rękami steruje pontonem, zdradzają ogromne doświadczenie i dają nam poczucie bezpieczeństwa.

[emaillocker id=”15180″]

Gdy po raz pierwszy zodiak uderzył mocno o falę, miałem wrażenie, że przy drugim kontakcie rozleci się, na szczęście było to tylko złudzenie. Z niepokojem zerkam na sprzęt fotograficzny, leżący na naszych napompowanych skrzydłach, wydaje się on być nieruchomym, nie tak jak my, latamy i odbijamy się od burt niczym kozłowana piłka.

 

Mijamy cypel wyspy Vis, za nim jesteśmy osłonięci od wiatru, więc morze jest spokojniejsze, a fale są mniejsze. Nie wiem, jak to jest możliwe, ale nasz ponton przyspiesza, a jego 150-konny silnik mruczy jak kot.

 

Chwilę później jesteśmy na miejscu. Wskakujemy do wody, widzę jak pionowa ściana schodzi w głąb kryształowej, spokojnej wody.

 

Przy niej rozpoczynamy zanurzanie, na głębokości około trzydziestu metrów mijamy skalną półkę z niej doskonale już widać wrak.

 

Fortunal

Jest to niewielki wrak, nie ma nawet dwudziestu metrów długości, ale można zakochać się w nim od pierwszego wejrzenia, bo jest niesamowicie malowniczy. Leży on u podnóża ściany, w którą kiedyś uderzył i spoczął na skalnym uskoku.

 

Jego dziób zawadiacko wystaje znad krawędzi uskoku, jakby chciał odpłynąć w toń. Opadam na 55 m pod dziób stateczku i mam nieodparte wrażenie, że za chwilę przepłynie on nade mną, wywołuje to niesamowite doznania.

Nie pamiętam innego wraku, którego dziób mógłbym oglądać ze wszystkich stron.

Znajdując się pod nim wyraźnie widzę dziurę w poszyciu Fortunala, w tym miejscu uderzył on w skały. Widząc jej wielkość, domyślam się, że zatonął bardzo szybko.

Wrak malowniczo spoczywa lekko przechylony na lewą burtę, oddalam się od niego i płynę wzdłuż niej, z tej perspektywy udaje mi się sfotografować cały statek łącznie z pokładem.
 
 
 

 

Woda jest dziś kryształowa a stateczek malutki, pozwala mi to sfotografować go w całości. Niewiele wraków jest w stanie w całości zmieścić się na jednym zdjęciu.
 
Płynę dalej, chcę dokładnie obejrzeć ten piękny wrak. Dopływam do rufy, widzę na niej dużą rolkę do wyciągania sieci, a to nie pozostawia to wątpliwości, że był to kuter rybacki. Moją uwagę przyciąga niewielka trąbka zamocowana obok.
 
 

► Opadam na biały piasek, aby zrobić zdjęcie wspaniałej czteropłatowej czerwonej śruby, ster znajdujący się tuż za nią jest idealnie prosty.

 
 
Odrywam się od dna i powoli płynę wzdłuż burty. W tylnej części widzę lekką konstrukcję, do której przymocowane są przyrządy nawigacyjne i światła sygnalizacyjne, wyraźnie widoczny jest także radar.
 Zachwyca mnie ogrom przeróżnych przyrządów, które można odkryć na nowo. Dostrzegam oprawki żarówek od oświetlenia, którego rybacy używali podczas nocnych połowów.
 
Mijam małą drabinkę prowadzącą na górę i wpływam na pokład, nade mną rozpościera się stelaż, na którym rozpięty był kiedyś baldachim, chroniący rybaków przed ostrym chorwackim słońcem, niestety dzisiaj nie ma już po nim śladu.
 
 
 
 
Rozglądam się wokoło po pokładzie. Znajduję resztki sprzętu rybackiego, są one spowite strzępami grubej sieci, tworząc tajemniczą atmosferę, nagle w świetle błysku lamp dostrzegam ogromną skorpenę. Przez głowę przemyka mi myśl, na każdym z wraków, na których nurkowałem na Visie spotykałem tylko jedną skorpenę, były one naprawdę olbrzymie.
 
 
 
[/emaillocker]

zostaw komentarz